Bardzo dziękuję wam za te lata, bo to już prawie 3 lata, jak co niektórzy z was są ze mną… Przeżyłam zdradę męża, chylące się ku końcowi małżeństwo, złośliwości teściowej i szwagierki, masę negatywnych emocji, jakie w ciągu tych lat się zrodziły i do tej pory mi towarzyszą, małe szczęścia i promyczki, jakim jest moje dziecko czy tez np. znajomość z doktorem, burzliwe zawody, sytuacje… przeżyłam i czy jestem silniejsza?
Nie wiem, napewno jestem bardziej doświadczona. Nie pozwolę sobie już na tak mocne igranie moimi uczuciami.
W gruncie rzeczy to mi siebie żal… tak poważnie żal… i wszystkich tych, co wierzą… bo jak można wierzyć w prawdziwą miłość, nie ma czegoś takiego z moich obserwacji wynika, że prędzej czy później każdy facet zdradzi a jak nie on to może ty… być może to właśnie największe kłamstwo wszechczasów, zastanowiliście się kiedyś nad tym – może miłości między kobietą i mężczyzną w ogóle nie ma jest tylko chemia chwilowa lub też kilkuletnia a później tylko przyzwyczajenie…
Zaufanie to kolejny kit… kit, który wymyśliłyśmy my kobiety by zagłuszyć swoje rozszalałe zmysły, kiedy mąż po raz kolejny nie wraca o odpowiedniej porze do domu, czy też jest na delegacji, z której nie łaskaw był zadzwonić…
Nie ma czegoś takiego jak zaufanie… i proszę nie piszcie o swoich życiowych doświadczeniach, bo gdybyście miały po 89 lat a wasz małżonek leżałby w grobie może wierzyłabym w te wszystkie zapewnienia…
To, co się stało ze mną… to chyba wina moich rodziców, ich zbyt dużego okazywania uczuć wobec siebie, ich zaangażowania w życie dzieci, jakieś tam kłamstewka o długiej i wiecznej miłości… opowiadania bajek o księżniczce i rycerzu albo księciu z bajki… tak naprawdę nikogo nie możesz być pewnym.
Smutne to, ale ja wiem, że spoglądając w lustro widzę młodą dość atrakcyjną kobietę, która nauczyła się uśmiechać heh, co za ironia więc… moje “naturalne” zmarszczki mimiczne takimi chyba jednak nie będą, nie do końca będą tak naturalne…
Wiecie kilka tygodni temu porządkowałam zdjęcia na komputerze. Jakże wielkie robiłam oczy widząc jak zmieniała się moja twarz, jak zmieniał się jej wyraz, jak posmutniały mi oczy, przerzedziły się włosy a usta lekko ściągnęły.
Jestem żywym dowodem, że problemy odbijają się na wyglądzie…
Trudno się mówi jakoś mi już nie zależy tak na sobie.
Kilkoro z was poznałam “prawie” osobiście
Gugę, Er, Klepsydre, Antylie, Wredziolke, Czarnego Anioła, Isztar, Limonke… z kilkoma z was mam stały kontakt, dziękuję za wasze dobre słowo.
Reszcie moich odwiedzających także serdecznie dziękuję, dzięki wam wszystkim stworzyłam wyjątkowy zakątek w wirtualnym świecie.
Wiem, że są osoby, które mnie czytają ale nie komentują zachęcam, więc tym razem do zabrania głosu.
Uf… rozpisałam się… a miało być treściwie…
W przyszłym tygodniu wkroczę w 3 miesiąc ciąży… dacie wiarę ja po tym wszystkim jestem w ciąży… chciałabym cieszyć się tak jak dziewczyna, która mnie odwiedza a także nie zabiera głosu – szalonooka ale moja radość nie jest aż tak wielka, jest sucha… cieszę się, bo patrząc na buźkę mojego dziecka nie mogę myśleć o tym małym bąblu we mnie jak o “zarodku”, ale nie przepełnia mnie jakieś szczególne uczucie ciepła – zgubiłam je…
Poprostu się cieszę i nic więcej…
Bloga nie kasuję, będę zaglądać co jakiś czas…. to jedyny blog, jaki zostawię po sobie… adres meilowy wciąż jest aktywny, więc jeżeli ktoś będzie miał ochotę można pisać.
Czy wrócę?
Nie wiem… może a może już nie… nie wiem…
P.S
Tak chodzi za mną ta piosenka … więc dzielę się z wami nią
